The bastards are going down

October 21, 2007

Yeah!

To trochę wstyd, że mogę się cieszyć, że LPR i Samoobrona wylatują z Sejmu – ich tam nie powinno w ogóle być – ale to jedno spowodowało, że uznaję ten dzień za bardzo dobry. Długo jednak poczekam na taką radochę jak gdy dowiedziałem się, że nie tylko PiS jest tak słaby, ale że nie ma nawet głosów potrzebnych do podtrzymania prezydenckiego weta – Kaczyński może teraz mówić ile chce, jego przemówienie po wyborach byłoby nieprzyjemne, gdyby nie błoga świadomość, że teraz odchodzi, ale będzie jeszcze bardziej bezradny niż PO i LiD w minionej kadencji.

Słowem, dzisiaj mogę balangować!

A jutro? W końcu samym Schadenfreude nie można życ. Jutro zastanowię się, co z tego wynika na dłuższą metę: Pamiętajmy, że koalicje w Polsce rodzą się w bólach, potem trwają jak związki artystów, z regularnymi kłótniami, zdradami  i w końcu często z hukiem rozpadają. Trzymam kciuki za liderów nie-PiSu, żeby tym razem było lepiej – trzeba być naprawdę zdolnym, żeby zmarnować tak świetne zwycięstwo, ale zawsze jest to możliwe. Ale, kurde, może wreszcie będziemy mieć jakiś normalny, trochę nudny, bez wielkich fajerwerków rząd.

Dobrze jest!