Once – recenzja

May 20, 2008

Ni to komedia romantyczna, ni to film obyczajowy, czy musical. Wszystkie pozytywne recenzje przyznają, że film jest niespecjalnie skomplikowany, a jego fabuła prosta, ale tyle podnosząca na duchu, że rekompensuje to wszystkie wady. Nie. Zrzućcie to na moją rodzącą się mizantropię, ale banalna historyjka o dwóch amatorskich muzykach, którzy na siebie wpadają i walcząc z sercowymi problemami, nagrywają płytę, z którą mają zamiar podbić świat, aby w końcu pójść osobno każde w swoją stronę, nie zadowala mnie w żaden sposób. Zakończenie jest tak niesatysfakcjonujące, że po wyjściu z kina zastanawiałem się: „gdzie to katharsis?”. Struktura tego filmu wręcz się tego domaga, a tu nagle film się kończy.

Ktoś mógłby powiedzieć, że niesamowicie podobna historia była w „Między słowami”, ale właśnie na tym polega różnica w klasie filmów. Co w wykonaniu Sofii Coppoli jest niedopowiedziane, bo wyjaśnienie tego zepsułoby wspaniały efekt, w Once jest poruszane mniej lub bardziej niezręcznie, który nie pozwala na pozostawienie kwestii otwartej, ale mimo tego nie zamyka jej.

Niestety, muzyka, wokół której film się obraca, też nie zachwyca. Zaczyna się dobrze, kiedy widzimy rudego Irlandczyka brzdąkającego całkiem ciekawie na gitarze na ulicy i śpiewającego z zadziwiającą energią. Gorzej, że robi on to mniej więcej tak samo przez większość filmu, z czasem dodając fortepian i parę innych instrumentów. Niektórym może się to podobać, ale reszta wynudzi się strasznie słuchając kolejnych wariacji jednej piosenki.

Oczywiście film nie jest bez wartości. Once bije na łeb wszystkie durne komedie romantyczne i widać w nim ambicje bycie czymś więcej. Można się uśmiać parę razy i parsknąć przy paru małych smaczkach („You look gorgeous” – w ustach starego sprzedawcy w lumpeksie), a posłuchanie paru kawałków, zanim się znudzą, może poprawić humor. Jednak wszystkie te elementy w ogóle nie są rozwinięte, co kończy się wspomnianym już w żaden sposób nie sycącym końcem. Znam ludzi, którym Once podobał się bardzo, ale sam nie mogę go polecić.

Nowy adres Jabberowy

May 13, 2008

Ponieważ chrome.pl zażyczyło sobie płacenia za korzystanie z gg (teraz tylko grożą, ale zaraz ma to być obowiązkowe), przeniosłem się na jabster.pl.

Od teraz mój adres to kelner@jabster.pl. Będę pewnie podłączony do konta na chrome (bo sam XMPP tam jest darmowy), ale proszę wszystkich o pisanie na nowy adres.